Kategorie: Wszystkie | Kulinarnie | psychologia
RSS
środa, 19 sierpnia 2015

W nocy miałam koszmary. Śniły mi się jadowite pająki. W senniku prędko poszukałam co taki sen może oznaczać. Nie żebym w to wierzyła, ale zawsze dobrze sprawdzić.

Sennik dość kiepski - nie ma w nim jadowitych pająków. Trudno. Może to i lepiej bo jak by się okazało, że: "widzieć jadowite pająki we śnie" oznacza coś złego, to znowu bym kombinowała.

No ale skoro już obudziłam się niespokojna to i dzień był jakiś taki niespokojny.

Po intensywnych rozciąganiach naciągnęłam sobie mięsień piersiowy. Trochę boli. W sumie nic poważnego, ale wiecie jak jest. Wyobraźnia podpowiada różne dziwne scenariusze.

Włączyłam do diety witaminę B. Zobaczymy.

Szybko zleciał ten dzień. Teraz czuję się całkiem dobrze i oby tak zostało.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Trochę żałuję, że nie zdecydowałam się nigdzie pojechać na tym urlopie - ukłony w stronę lęków... Miałam kilka propozycji, całkiem ciekawych, ale się przeraziłam, że dopadną mnie jakieś smutki i popsuję humory towarzystwu. Po za tym w czerwcu już trochę pozwiedzałam więc nie ciągnęło mnie jakoś tak bardzo.

Postanowiłam sobie, że zostanę na miejscu, ale wyłączę telefon i będę dużo spacerować, jeszcze więcej jeździć na rowerze i wrócę do ćwiczeń jogi. Jak na razie dzielnie sobie radzę.

Nie chcę iść do lekarza po leki więc łykam kalms, magnez a jutro jeszcze witaminy z grupy B sobie kupię, głównie B3 i B12 i zobaczymy. Jak nie pomoże to się przejdę do doktora.

Póki co jest dobrze. Gdyby tylko myślenie można było wyłączyć...

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Kolejny dzień przynosi nowe niespodzianki...

Zepsuł mi się samochód - w drodze do pracy. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Byłam zdana na pomoc innych. Wszelkie załatwienia zajęły mi tyle czasu, że ani przez chwilę nie pomyślałam o tym, że nasiliła mi się nerwica lękowa.

Nie chcę zapeszać, ale nie miałam też ani jednego ataku paniki.

Być może kalms działa. Wiem, że to są tabletki ziołowe i pomagają jak umarłemu kadzidło, ale na mnie działają ;). Łykam sobie na wieczór dwie tabletki i jestem wyraźnie spokojniejsza. Dodatkowo kupiłam też dzisiaj magnez.

Z najważniejszych wiadomości dnia to - wyspałam się! Położyłam się o północy i natychmiast zasnęłam. Obudziły mnie na chwilę grzmoty towarzyszące burzy, która przeszła nad ranem.

Czasami jest naprawdę dobrze.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Kiedyś, kiedy nerwica zaatakowała pierwszy raz, sympatyczna pani doktor, poleciła mi pisać dziennik. Wtedy nie pisałam. Nie pamiętam dlaczego, być może nie chciałam uwieczniać tamtych dni, być może był jakiś inny powód... teraz to jest nieważne. Wiem tylko, że to było niemądre z mojej strony, bo pisanie jednak pomaga.

Wczoraj na przykład lepiej się poczułam kiedy zrzuciłam z duszy swoje smutki.

Dziś był zdecydowanie lepszy dzień, co nie znaczy, że był wolny od lęków. W każdym bądź razie lęków było mniej.

Dałam się wyciągnąć bratu na lekki spacer po górach i był to bardzo przyjemnie spędzony czas. Zrobiłam tysiące uspokajających wdechów i poczułam się naprawdę szczęśliwą.

Potem jeszcze był długi spacer z psem i na koniec dnia kilka kilometrów na rowerze.

To był po prostu dobry dzień :)

A teraz odczuwam prawdziwe zmęczenie i mam nadzieję, że w końcu się wyśpię. Bardzo bym tego chciała bo w tej chwili prawdziwego, ukojenia sennego mi potrzeba. Wszak w ostatnie noce sypiałam po 2, maks 3 godziny. Wspomagam się melisą, także mam nadzieję, że sen przyjdzie i noc jest chłodna, taka jak lubię.

Dobranoc :)

sobota, 15 sierpnia 2015

Zawsze kiedy wydaje się, że jest dobrze coś się musi wydarzyć.

Generalnie nie wydarzyło się nic, ale powróciła ONA! Ona czyli moja wierna towarzyszka zdiagnozowana w Roku Pańskim 2002 czyli nerwica lękowa.

Siedzi gdzieś we mnie, w ukryciu i nigdy nie wiem kiedy zaatakuje znowu ze swymi paskudnymi atakami paniki, które paraliżują mi życie.

Jestem prawie pewna, że tym razem powróciła dzięki tropikalnym upałom, bo pierwsze lęki pojawiły się właśnie z nadejściem fali upalnej...

Bo...

najpierw była bezsenność - nigdy nie umiem spać jak jest mi gorąco...

Do bezsenności doszedł stres - bo nie wyspana, bo spocona, bo zmęczona...

Do bezsenności i stresu problemy żołądkowe i proszę państwa oto ją mamy na nowo!

Niby wiem co robić, niby wiem jak sobie radzić, w końcu przechodzę to co jakiś czas, a jednak za każdym razem jest inaczej...

Najgorsze w nerwicy lękowej jest to, że się boję, ale nie potrafię powiedzieć czego. Nie umiem określić tego lęku. Nie umiem go oswoić i nie umiem się do niego przyzwyczaić...

niedziela, 10 maja 2015

Tak więc mleczowa paćka spoczywała w garze nieco dłużej niż przepisowe 24 godziny.

Najpierw musiałam pojechać do miasta, do dyżurującej apteki w celu nabycia gazy. Potem spełniałam obywatelski obowiązek... i chcąc nie chcąc 30 godzin przeleciało.

 

Wracając do syropu...

Odcedziłam, wycisnęłam przez gazę i... śmierdziało. Ciecz, która powstała najzwyczajniej w świecie śmierdziała. Barwę miała jakąś taką dziwnie brunatną. Smakowało to coś okrutnie. Nawet mały kryzys przeżyłam - brnąć w to dalej, czy wylewać?

No ale skoro już się tak napracowałam zrywając taką ilość kwiecia to wsypałam cukier, dolałam sok z cytryn i jakby czary jakieś. I zapach i smak zrobił się przyjemny :)

A jak pachniało w całej kuchni, w domu całym nawet. Zapach nawet sąsiadkę przywiódł.

I tak się gotowało, gotowało... czytałam w międzyczasie całkiem sympatyczną książkę. "Niebo nad Indiami" N. C. Vossler. Takie niby romansidło ale dość fajnie się czytało.

I ani się obejrzałam 2,5 godziny zleciało. W tym czasie syrop nabrał złocistego koloru i nabrał konsystencji modu. No i ten cudowny smak mmm... już zdążyłam sobie zaaplikować nawet.

Słoiki wymyłam, wyparzyłam i poszło. Na chłodne dni będzie jak znalazł :)

sobota, 09 maja 2015

To już ostatni dzwonek, żeby nazbierać mleczy na słynny leczniczy miodek. Postanowiłam w tym roku zrobić go pierwszy raz. W internecie naszukałam się mnóstwo różnego rodzaju pomysłów, ale chyba jednak zrobię według przepisu babci :)

A przepis babci podaje tak:

"Nazbierać w majowy, słoneczny ranek pięćset kwiatów mlecza bez łodyg. Wysypać na białe prześcieradło żeby pozbyć się robactwa wszelkiego. Trzymać tak około pół godziny przesypując kwiecie id czasu do czasu. Wypłukać na durszlaku pod bieżącą zimną wodą. Wrzucić do dużego garnka i wlać 1,5 litra zimnej wody. Gotować na wolnym ogniu 15 minut. Po tym czasie przykryć i odłożyć na dobę do spiżarni. Następnego dnia, ale nie wcześniej niż przed upływem 24 godzin, odcedzić kwiaty i wycisnąć z nich sok przez gazę. Do soku dodać kilogram cukru oraz sok z dwóch cytryn (bez pestek). Gotować 2 - 2,5 godziny na wolnym ogniu od czasu do czasu mieszając. Kiedy zgęstnieje i będzie miało konsystencję miodku to znak, że jest gotowe. Gorące wlewać do wyparzonych szklanek. Nie trzeba pasteryzować. Pić kilka razy dziennie jako sok do herbaty w okresie grypowym".

 

No więc dwa punkty już za mną ;)
1. Mlecze nazbierane (nie jestem pewna czy jest ich 500 bo nie liczyłam zbyt dokładnie, na pewno jest ich sporo)

2. Mlecze wylegują się teraz i pozbywają zbędnego robactwa. Wysypałam je na bały papier, trochę mi było szkoda prześcieradła ;)

 

Także czas płukać i do gara :D

10:59, nika8111
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 lutego 2015

Zawsze, kiedy czuję, że przeziębienie czyha. Ot tak żeby się wypocić i oczywiście żeby się nie dać bakteriom i wirusom, piję mega rozgrzewającą miksturę:

- łyżeczka czarnego bzu;

- pół łyżeczki rumianku;

Zalać wrzątkiem w kubku ok 200 mililitrowym. Parzyć pod przykryciem około 10 minut.

Po tym czasie przecedzić. Dodać:

- plasterek cytryny;

- kilka plastrów świeżego imbiru;

- łyżkę miodu;

- kilka suszonych malin.

Wypić ciepłe.

Grzeje!

A teraz pod kołderkę, wypocić i rano wstajemy jak nowo narodzeni :) ;)

niedziela, 22 lutego 2015

 

 

 

Zdjęcie może i nie wyraźne ale za to pierwsze, tegoroczne kwiaty :)
Przebiły się przez śnieg, są! A to znaczy, że jest nadzieja, że jeszcze trochę i będzie wiosna! :)

środa, 11 lutego 2015

Uwielbiam, po prostu uwielbiam facebooka! Można się tyle ciekawych rzeczy dowiedzieć jak choćby z tej rozmowy. Uwaga, zachowuję pisownię oryginalną:

Zuza*: COS BRZYTKO WYSZLO CI TO ZDJENCIE

Kamil: Morda ty sie naucz ortografii! A jak nie umiesz po polsku pisac to mi nie komętuj zdieńća!!

Z: NO I CO S TEGO NIE MUSISZ SIE WTRACAC

K: Wtf to moje zdieńća downie!

Z: HAHAHAHAAAA

K: Wtf

Z: co to znaczy

K: idź spać jusz po wieczorynce!

Z: nie jesteś oim tatąm

K: oim tatąm???????

Z: nie umiesz pisac czy co

K: ale ty tak napisałaś geniuszu

Z: nie

K: to sie popoacz

Z: nic takiego nie napisalam

K: przewin tekst czubie

Z: odp*** sie!

 

*imiona celowo zmieniłam.

 

Powiedzcie mi czego oni uczą w tych gimnazjach?

Analfabeci nam rosną i tyle. Nie mówię o wszystkich ale dość spora grupa analfabetów się znajdzie.

Coraz częściej mam wrażenie, że dzieciaki, sorry, młodzież nie przejmuje się w ogóle tym, że istnieje coś takiego jak ortografia. Nie mówiąc już o polskich znakach ą, ę czy rozpoczynaniu zdania od wielkiej litery. Stosowanie interpunkcji to już w ogóle wyższa szkoła jazdy. A pisanie zwrotów grzecznościowych z dużej litery to, to już jest w ogóle marzenie...

A w ogóle to nie chce mi się tego komentować...

 

wtorek, 10 lutego 2015

...wstać z łóżka kiedy ma się na to ochotę, a nie wtedy kiedy ze snu wyrywa budzik.

...nigdzie się nie śpieszyć.

...odpocząć od codzienności.

...spacerować, oddychać, odpoczywać.

 

Ale najpiękniej to poczuć wiosnę :)
Mimo zwałów śniegu, które wczoraj spały, mimo nieba zasnutego gęstymi chmurami, mimo dymu z kominów, zupełnie nagle, w środku dnia poczułam wiosnę.

Wszystko za sprawą ptaków, których trele rozległy się tak głośno i tak blisko. I znowu w sercu mam nadzieję, że będzie lepiej.

 

Miłego wieczoru :)

czwartek, 02 października 2014

Plecy bolą! Spać nie można. Musiałam zrezygnować z mojej ulubionej pozycji czyli spania na brzuchu. Ponieważ nie umiem spać na wznak radzę sobie na boku.

No ale... JAK WSTAĆ Z ŁÓŻKA? Tak zwyczajnie jak na co dzień się nie da niestety.

Opracowałam swój własny sposób:

1. Z boku odwracam się na plecy, czekam aż minie ten największy ból.

2. Przyciągam nogę do klatki piersiowej, chwilę odpoczywam, potem zmiana nogi.

3. Powoli opuszczam nogi na dół i przechodzę do pozycji siedzącej.

4. Wstaję, delikatnie się rozciągam
.No i czas na śniadanie i kolejną porcję leków...

Jutro już będzie lepiej.

20:37, nika8111
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 października 2014

Wstać z łóżka - o, to jest nie lada wyczyn. Odwrócić się? Hmm... trochę to potrwa. A wczoraj wieczorem było OK i przez noc mnie tak pokręciło. Nie do uwierzenia...

Nie ma szans żeby do pracy pójść. Pozostaje czekać na wizytę w lekarza.

Jechać samochodem? Nie ma mowy. Pozostaje wezwać taksówkę. Kiedy ja ostatni raz jechałam taksówką? W dzieciństwie chyba.

Diagnoza lekarska brzmi: POSTRZAŁ.

Muszę przyznać, że jestem nieco zawiedziona. Liczyłam na większy polot w nazwaniu moich dolegliwości no ale cóż, powoli się oswajam z diagnozą.

No ale jak postrzał to postrzał, ech...

Dostałam woreczek tabletek, które działają na tyle, że w końcu mogłam usiąść. Przeżyć okres ostry i jakoś to będzie.

Poza tym nasza polska służba zdrowia w takich wypadkach nie przewiduje żadnych badań. Nie ma mowy o skierowaniu do neurologa. RTG? Po co. Lekarz rodzinny już tam wszystko dobrze wie! No i co Pan zrobisz?

W związku z tym, że dolegliwości bólowe dotyczą piersiowego odcinka mego kręgosłupa udałam się po pomoc do znajomej. Oplastrowała mnie! I biję się w pierś bo średnio wierzyłam, w kinesiotaping. Taka moda mi się wydawało, ale to naprawdę działa! 

Oki, przyznaję się nie mam oryginalnych plastrów, bo w sklepie medycznym takowych nie mają, przynajmniej u nas na prowincji. Kupiłam coś co się zowie taśma kinezjologiczna (wybrałam sobie niebieską). Jak zwał, tak zwał - ważne, że działa! Ściągnęło mi plecy i moje napięte mięśnie pozwalają mi np. na spędzenie czasu przed komputerem ;)

No ale najgorsza będzie noc. Trzeba spać na plecach a nie lubię, oj nie lubię.

czwartek, 04 września 2014

Uwielbiam tę piosenkę. Tak, zaczyna się już jesień. Drzewa zaczynają robić się kolorowe.

Kupiłam dzisiaj wrzosy.

środa, 03 września 2014

Z cyklu rozmowy z dziećmi. Karol lat 6:

 

- Co to pani ma?

- Nie wiesz co to jest?

- Telefon.

- No właśnie, telefon.

- Stary on jest jakiś.

- Dlaczego tak uważasz?

- Nawet klawiatury dotykowej nie ma. I pewnie grać na nim nie idzie. Nie wstydzi się pani z nim chodzić :D

wtorek, 02 września 2014

Jakiś czas temu znalazłam w internecie przepis na mufinki malinowe. Spisałam ale długo nic z nim nie robiłam. W końcu mnie natchnęło. Przepis różni się od pierwotnej wersji znalezionej w necie.

A babeczki? Są pyszne :D

Produkty:

150 gr masła (ja dałam pół na pół z margaryną palmą);

1 szklanka cukru;

3/4 szklanki mąki ziemniaczanej;

Szczypta soli;

Opakowanie cukru waniliowego;

Łyżka wody;

3 jajka;

1/3 mąki pszennej;

Łyżeczka proszku do pieczenia;

100 gr wiórków kokosowych;

Maliny w zależności od wielkości muffinów ok. 3-4 na sztukę;

Wykonanie:

Masło rozpuścić w rondelku, gotować przez chwilę. Do gorącego wsypać cukier, cukier waniliowy, mąkę ziemniaczaną, szczyptę soli oraz łyżkę wody. Wszystko razem zmiksować i wystudzić.

Do wystudzonej masy dodawać po jednym jajku. Cały czas miksować. Dodać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Na koniec do masy dodać wiórki kokosowe. Wszystko dokładnie wymieszać. Nakładać ok 2/3 foremki.

Piec 20 minut w temperaturze 170 stopni.

Smacznego :)

Babeczka z malinami

niedziela, 31 sierpnia 2014

Z wielką radością przyjęłam wiadomość, że od dziś, wchodzi przepis iż każdy poruszający się po nieoświetlonym terenie, po zmroku, ma obowiązek noszenia odblasków. Ja bym dodała, że w ogóle, niezależnie od terenu, powinno się zakładać opaski z odblaskiem.

Bezpieczeństwa na drodze nikt nam nie zapewni, musimy je sobie zapewnić sami. Poruszanie się po drodze gdzie nie ma chodnika, w terenie niezabudowanym, nieoświetlonym zawsze niesie ryzyko. Jeżdżę taką drogą. Wiem jak trudno wypatrzyć pieszego, szczególnie w deszczowy dzień, szczególnie będąc oślepionym światłami samochodu jadącego z naprzeciwka.

Kilka lat temu zginęła moja koleżanka. Szła drogą bo oczywiście pobocza nie było, wczesnym rankiem. Było ciemno, mglisto i deszczowo. Ona była ubrana na czarno. Kierowca nie jechał szybko, nawet wolniej niż można było w tamtych okolicach, był trzeźwy. Potrącił ją. Pechowo uderzyła głową o asfalt. Zginęła na miejscu. Już nigdy nie dotarła do pracy - a miała tak blisko. Zaledwie parenaście metrów od domu. Tyle lat pokonywała tę trasę, widziałą dobrze kiedy odskoczyć przed nadjeżdżającym samochodem. Ten jeden pechowy raz nie zdążyła.

Gdyby ona wtedy miała odblaski, to może by się to inaczej skończyło...

Czasu nie cofniemy. Od tamtego czasu, kiedy wychodzę z domu po zmroku, zakładam odblaski. Do noszenia odblasków zawsze zachęcałam swoich znajomych, przyjaciół.

Nośmy odblaski!

 

sobota, 30 sierpnia 2014

Czasami się zastanawiam co się dzieje z blogami, o które nikt nie dba.

Takimi co to ktoś założył a potem o nich zapomniał, czasem po jednym wpisie.

Mój blog taki jest. Założyłam, coś napisałam, głównie pisałam w dniach kiedy było mi trudno.

A potem nagle... nie ma czasu, może jutro, nie chce mi się etc. I blog odszedł w niebyt. Zaginął w niezmierzonej otchłani internetu/

 

Zastanawiam się co mnie tchnęło żeby dziś zajrzeń. Jak zajrzałam to postanowiłam coś napisać. Zostawić jakiś ślad - byłam tu.

Aktualnie koszę trawę w ogrodzie, zrobiłam sobie przerwę. I co? I zaglądam na bloga i wysyłam bezsensowne słowa w świat.

Lubicie zapach koszonej trawy? Ja osobiście uwielbiam ;)

Trawa jest wyjątkowo dorodna jak na tę porę roku. Wyjątkowo zielona. Zupełnie jak na wiosnę, tylko zapach nie ten. Późno letnia trawa bywała zawsze sucha, pożółkła.

Poza tym zapach z pierwszego, wiosennego koszenia jest bardziej wyjątkowy. Szkoda, że nie da się go zamknąć w butelce i uwalniać co jakiś czas w zimowych porach roku.

Pogodnej soboty :)

niedziela, 01 czerwca 2014

Jak mnie wkurzają te doktory. Czy naprawdę tak ciężko przeczytać historię choroby?

Jak byk jest wymienione na które lekarstwa tata jest uczulony. Ale nie, muszą eksperymentować, muszą po swojemu kombinować.

I tym sposobem wracamy do punktu wyjścia. Znowu to samo co było w ubiegłą sobotę.

I znowu stres, i znowu lęk.

A mogło już być tak dobrze...

22:05, nika8111
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 maja 2014

Tata walczy z apatią.

Ma nastrój depresyjny. Szpital go przygnębia, nic mu się nie chce.

Ja walczę z lękami.

Boję się, że dzieje się coś niedobrego a tata nie chce o tym powiedzieć lekarzom.

Opuściła go nadzieja, którą miał jeszcze kilka dni temu. Jest powolny, podsypia, nie ma apetytu, drażni go światło, wszystko go swędzi.

Rozmawiałam o tym z dyżurującą lekarką ale nie widzi powodów do niepokoju.

No nie wiem. Ja jakoś widzę same powody żeby się martwić :/

23:31, nika8111
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2014

Oddycham z ulgą.

Jest lepiej. Tata też dobrze się czuje. Jednakże stan zapalny nadal się utrzymuje o czym świadczy wciąż wysoki poziom CRP. Lekarka zadecydowała o wprowadzeniu drugiego antybiotyku. Zaczęli go podawać dziś po południu.

Zobaczymy. Od dzisiaj liczymy siedem dni i jak wszystko pójdzie dobrze tata wraca do domu :)
Trzymamy kciuki.

Niestety nie będzie konsultacji neurologicznej. Nie dowiemy się czemu były te omdlenia. Po wyjściu ze szpitala trzeba będzie zarezerwować wizytę w poradni neurologicznej.

Znowu czekanie... ale od soboty żadne takie incydenty omdleniowe nie miały miejsca więc liczę na to, że się już nie powtórzą.

Byle zapalenie płuc się cofnęło a jakoś to będzie.

wtorek, 27 maja 2014

Dzień lepszego samopoczucia...

Jest lepiej. Ojciec nie ma już takich duszności. Coraz mniej korzysta z tlenu. Wyszedł nawet na krótki spacer po korytarzu. Nadal nie chce się dać oklepać, szkoda.

Personel w szpitalu bardzo miły. Ordynator uśmiechnięty. Lekarka prowadząca chętnie udziela informacji.Wszyscy są bardzo pomocni.

Pielęgniarki tylko jakieś smętne snują się po oddziale.

Jutro powtórzone będą badania. Jak CRP dalej będzie na tak wysokim poziomie do leczenia włączą jeszcze jeden antybiotyk.

Zatem trzymamy kciuki!

poniedziałek, 26 maja 2014

Dzień badań.

Po kolei jak leci: głowa, serce, płuca, brzuch... Na kogo wypadnie na tego bęc. Wypadło na płuca. Zapalenie prawego płuca. Antybiotyk do żyły, leżeć, wypoczywać.

W czwartek powtórka badań i jak nie będzie widocznej poprawy dodatkowy antybiotyk.

Także czekamy. Oczywiście nie muszę dodawać, że się boję. Zapalenie płuc u starszych osób różnie może się skończyć :/

Choć przyznam się, że jestem odrobinkę spokojniejsza. Mam zamiar się dzisiaj wyspać.

Także trzymamy kciuki i czekamy :)

niedziela, 25 maja 2014

Najgorzej jest trafić do szpitala w weekend... Wczoraj ograniczyli się do kilku konsultacji, wykonania rtg i przyjęcia na oddział.

Poza tym personel leniwie snuje się po korytarzach, na dyżurach głównie lekarze na stażu. Oczekujesz od nich wiele ale wiedza jeszcze dość marna.

Patrzę na ojca i widzę, że nie jest nic lepiej niż było w domu. Znowu zasłabł, znowu ma okrutne duszności. Na razie wiem tylko tyle, że to nie serce, tylko płuca, że ma zapalenie płuc. Nic więcej.

Źle się z tym czuję, boję się. Najchętniej zostałabym w tym szpitalu z tatą. Żeby czuwać, mieć na wszystko oko.

sobota, 24 maja 2014

Taka ładna, miła i spokojna sobota miała być.

Właśnie - miała...

Jak to nigdy nie wiemy co nam najbliższa minuta przyniesie. Jesteś, siedzisz, rozmawiasz i nagle Ciebie nie ma. Osuwasz się nie mogąc złapać tchu, odpływasz.

Nagła utrata przytomności - mówię łamiącym się głosem do dyspozytorki pogotowia. Jest bardzo miła pyta co się teraz z ojcem dzieje. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że się ocknął ale ciężko oddycha, bardzo ciężko oddycha. Pyta jeszcze o adres i mówi - proszę czekać, już wysyłam karetkę.

Jedzie karetka na sygnale. Jest w dziesięć minut. Dwóch ratowników się uwija, ponury lekarz wydaje polecenia...

Zabieramy pana do szpitala. Przede wszystkim musimy wykluczyć zawał - mówi lekarz. Proszę przyjechać na SOR za około 3 godziny.

3 godzin mijają jak 3 dni. To nie był zawał - czy to pocieszająca wiadomość? To jest zapalenie płuc i to dość mocno zaawansowane. Antybiotyk, który wczoraj lekarka rodzinna przepisała jest za słaby.

Oddział pulmonologiczny - ponury jak cały szpital.

Jak się czujesz? Lepiej...

Tlen pomaga.

I teraz tak siedzę i jakoś dziwnie się boję... Zapalenie płuc - poważna sprawa. Lekarka z oddziału uspokaja ale zawsze jakieś ale. 

Jest mi smutno... Siedzę i się boję, że zadzwonią ze szpitala, że coś poszło nie tak, że zapalenie dość mocno zaawansowane...

I najgorsze jest to, że nie ma z kim pogadać...

 

 
1 , 2